Strona Glówna › Fora › SPOŁECZNOŚĆ › Blogi użytkowników › The Sims: Claystorie › Odpowiedz na: The Sims: Claystorie
Sul sul!
Podróż do Windenburga była wyjątkowo długa i zajęła niemal tydzień. Najgorsza ze wszystkiego okazała się przeprawa statkiem. Endymion bardzo źle zniósł ciągłe kołysanie i zapach morskich wód. Dosłownie był to dla niego istny koszmar, ale przeżył. Na miejscu powitało go grono uczniowskie składające się z trzech prymusów uczelni. Trzech wybitnych dżentelmenów i zapowiadających się przeszłych naukowców pomimo swego młodego wieku. Niestety ich maniery nie szły w parzę z wyjątkowością ? jak często byli określani. Względem innych/rówieśników tworzyli trójcę tyranów, nie znających granic przyzwoitości. Wielokrotnie niszcząc zdrowie psychiczne rywali, byleby zostać na samym wierzchołku w hierarchii uczelni. A zwali się następująco: Amadeusz H. Walter ? syn wybitnego kompozytora, posiadającego sporo ziem w Windenburgu. Louis IV de Auvergne ? syn astrologa, który odkrył pewną konstelację. Oraz Jules G.H. de Valois ? syn historyka sztuki, archeologa.

Na wstępie byli zafascynowani nowym kolegą doprowadzili go do bram uniwersytetu i zadali jedno pytanie. Endymion szybko ich rozszyfrował, znał już bowiem wiele podobnych zachowań. Wielu tzw. przyjaciół rodziny pokazało swoje prawdziwe oblicze w chwili śmierci jego rodziców. Unosząc się niczym paw zbył ich przekraczając próg terenu uniwersytetu, nie miał czasu na gierki. To zdecydowanie zrobiło z niego wroga numer jeden na liście trójcy. Czy nastolatka to w jakiś sposób ruszyło? On doskonale wiedział, że bez wrogów nie ma zabawy, a to doskonały wiek na zabawę, jak to stwierdził Straud.
Młody Dragoulja był doskonale przygotowany, czy raczej wyszkolony jak być panem własnego losu i iść do celu po trupach. I choć nie zawsze zgadzał się z Hrabią na temat traktowania innych z góry, lub co gorsza robactwo to… istniały przecież pewne wyjątki. I z takim przekonaniem przystąpił do nauki. Początki jak zawsze okazały się bardzo trudne i nie chodziło o zdobycie pozycji czy nawet uznanie. Poziom nauczania okazał się bardzo wymagający, Endymion musiał skupić się w stu procentach na zajęciach, dodatkowych godzinach w bibliotece uzupełniając braki. Czas leciał nieubłaganie z czasem całkowicie go to pochłonęło.
Nigdy jednak nie zapomniał o zagadce do rozwiązania, musiał tylko znaleźć sposób jak swoją obsesję wplątać/powiązać z nauką. Nie należało to do najłatwiejszego zadania i często zabierało mu to sen z powiek. Nie mógł w końcu zawieść Strauda. Nauka nie była darmowa. Tym bardziej przykładał i starał się osiągnąć dobre wykształcenie. Po roku był nawet pewny jak osiągnąć swój cel.
Na jaki pomysł wpadł Endymion? Czy będzie ryzykowny?
Ze względu na ciekawsze wątki historii, czas na uczelni będzie opisany do całkowitego minimum.
Dagg dagg!